Wachicka milczała i tylko
„Wachicka milczała i tylko z lekka skrzywiła sam koniuszek warg.
Było to bardzo przykre. Wyglądało bowiem na to, że peowiaczka w rzeczy samej była wyjątkowo nieszlachetną kobietą. Mecenas Grossenberg nawet się zmarszczył. Nie chciał był zrazu uwierzyć samemu sobie i tym wnioskom, do których doszedł, słuchając coraz bardziej gestykulującej Jagusi. Niepodobieństwo! Miał wyrzuty wobec majorowej — która zaledwie parokrotnie dotknęła łyżki i widelca, uważając że rączka potrzebna jej jest raczej po to, by ilustrować swoje stany duchowe, a także wzburzone stany pani Wachickiej. Nad nie dojedzoną zupą zrobiła ruch dłonią, jakby broniąc się przed czymś upiornym i rozwarła usteczka, gotowa zdawałoby się do wrzasku. Było to wtedy, gdy opowiadała o zajściu w teatrze. Przy pieczystym, opowiadając o telefonie Wachickiej, trzymała pięść przy uchu, jakby zaciskając w niej słuchawkę. Potem zaczęła nożem wyprawiać jakieś nerwowe rzeczy na obrusie, pokazując, jak to Wachicka bawiła się szczypczykami do cukru. Udała nawet do krakania podobny śmieszek Kchacha! Wreszcie doszedłszy do najważniejszego, powtórzyła już zdyszana — Pan rozumie, panie mecenasie, niechże pan słucha! powiedziała do mnie, że teraz i ja, i mój mąż jesteśmy razem z nią w coś wplątani! — Złote loczki poruszyły się, jak gdyby i one również były przejęte do samej głębi. Natomiast twarzyczka pani majorowej, taka słodka, że niekiedy nasuwała mecenasowi myśli o cukierni — w sposób zupełnie nielogiczny wyraziła nieco dygocącą radość, niemal rozkosz. Ale cóż — niektóre majorowe są też zwykłymi śmiertelniczkami, które raduje każda sposobność przyłapania kogoś na czymś brzydkim.“(3)
<<<< Każda z nich nierzadko
| Nagle przed chatą >>>>