Omnia mea mecum porto
„Omnia mea mecum porto — wszystko, co posiadam, noszę z sobą. Tak powiedział któryś z mędrców, nie przewidując oczywiście, że w wieku XX największym skarbem do noszenia przy sobie jest szczotka do zębów, ręcznik i mydło! Od jakiegoś czasu nie rozstaję się z tymi przedmiotami— wciąż czyhają na nas łapanki. Gdy zostanę złapana, niechże przynajmniej szczotka, ręcznik, mydło będzie przedłużeniem mojego domu i dotychczasowego życia, z którym musiałabym się pożegnać. Każdorazowe wyjście na ulicę traktuję jako coś ostateczne i niepowrotne. Jestem zdziwiona, kiedy wracam nie złapana, nie zatrzymana i mogę jeszcze nacieszyć się czterema ścianami, które tak dobrze znam. Jak długo będę otwierać własnym kluczem własne drzwi Nie wiem, czy kto po latach zrozumie jak wielkim, jak zachłystującym wprost szczęściem jest powrót do domu.
Odprowadzam Egona na Dworzec Wschodni. Egon nie ma już rodziny i nie ma domu, nie ma żadnego klucza powrotnego. Jego domem będzie teraz nieznany las, o ile rzecz prosta trafi tam bez przygód. Przeraża mnie to, że Egon na ulicy jest bardziej żydowski, niż był kiedykolwiek. Jego nos, oczy i usta, każde stąpnięcie — to strach, nad którym nie umie zapanować. Przy Egonie i ja staję się całkowitą Żydówką. Jeśli nas zaczepi patrol żandarmów, przepadniemy oboje. Słowo „JudeŻyd" ma moc wprost hipnotyczną.“(13)