Każda z nich nierzadko
„Każda z nich, nierzadko ryzykując wolność i własne życie, była dla nas w owym czasie prawdziwym aniołem stróżem. O pracy „ciotek" najlepiej świadczy fakt, że pod ich opieką żadnemu z cichociemnych nie wydarzyła się najmniejsza wpadka.
„Ciotka Jagna" spojrzała na mnie badawczo — Jeśli ma pan przy sobie broń, proszę ją oddać. Ze względu na bezpieczeństwo i wymogi konspiracji pistolety wydawane są tylko do przeprowadzania konkretnych akcji.
Cóż robić Podałem jej swojego colta, bąkając słowa usprawiedliwienia. Machnęła niecierpliwie ręką. — Nie trzeba. Nie pan pierwszy i zapewne nie ostatni. Zbierajmy się lepiej w drogę, bo za chwilę przyjdzie ktoś po pańskiego kolegę.
Schowała colta do przepastnej torby, chyba pod podwójne dno. Na klatce schodowej powiedziała, że z uwagi na zbliżającą się godzinę policyjną pojedziemy do najbliższego konspiracyjnego lokalu. Gospodarz obchodzi właśnie imieniny. Mamy się przywitać jak starzy przyjaciele. Ona przyjdzie punktualnie o ósmej. Zmienimy wówczas miejsce zakwaterowania. I na koniec przestroga pod żadnym pozorem nie wolno mi zdradzić, skąd przybyłem.
Na ulicy przywołała stojącą opodal rowerową rikszę — Na Elektoralną, możliwie jak najszybciej.“(2)
<<<< W piątą rocznicę wybuchu
| Wachicka milczała i tylko >>>>